Powrót do aktualności 28 stycznia 2025 · Autor: P. Zsanett

Bella Anastazia odeszła

Wczoraj wieczorem na niebie zalśniła o jedną piękną gwiazdę więcej….✨🌌


Wiele osób mówi nam, że mamy łatwo, że łatwo pozwalamy psu odejść, bo mamy ich tak wiele….to nieprawda. Kilka dni temu po prostu stałam na środku pokoju, gdzie w jednym kącie właśnie zaczęło się jedno życie, a w sąsiednim nieuchronnie zbliżał się koniec innego….to surrealistyczne widzieć w ten sposób krąg życia. To, co w tym wszystkim „piękne”, to fakt, że obie małe duszyczki są dziełem moich rąk…ale patrzeć, jak gaśnie światło w oczach suczki, którą sama wyjęłam z brzuszka jej mamy…której mamę też wychowywałam od 8. tygodnia życia…to niewiarygodnie rozdzierające serce… Przeżyć to, jak w ciągu 18 dni z idealnie zdrowej suczki – która jeszcze w grudniu zdobywała na ringu tytuły piękności – staje się bezsilny i kruchy miś, który ostatkiem sił wciąż merda ogonem…na to nie ma słów. Tymczasem po drugiej stronie tego ciągu zdarzeń dzień po dniu rośnie nowy mały miś. Życie bywa czasem bezlitosne…bycie hodowczynią to nie tylko piękne chwile, uśmiechnięte zdjęcia, misie z perfekcyjnie wypielęgnowaną sierścią i zagraniczne podróże. W takich chwilach pęka nawet najsilniejsza dusza, bo nie można zrobić nic innego. Wozić członka mojej rodziny, któremu z dnia na dzień jest coraz gorzej, z badania na badanie. Dzień i noc zmieniać jedną kroplówkę za drugą. Czekać na wynik rezonansu magnetycznego kręgosłupa, a potem czaszki, pobierać próbkę szpiku kostnego, pędzić z nią do laboratorium przez całe miasto, bo dotrę tam szybciej niż kurier. Liczy się każda minuta…. i mieć nadzieję, że przyjdzie pozytywna odpowiedź, że macie jeszcze czas, że jak przyszło, tak minie…mieć nadzieję, że jeszcze pobiegnie w klasie weteranów na zielonym dywanie Cruft’s – wystawy, na którą została zgłoszona już kilka miesięcy temu. Do której tak bardzo się przygotowywaliśmy, czekając na kolejną wspólną przygodę. Ale los napisał inną historię i te marzenia rozwiewały się godzina po godzinie, gdy ta przeklęta choroba komórka po komórce pochłaniała całą energię życiową i radość tej zawsze szczęśliwej i pełnej energii suczki. Naprawdę brakuje słów, a zostają łzy i złamana dusza…. Żegnaj, Bello…kiedyś jeszcze się spotkamy! Uważaj tam na górze na swoją mamę i na pozostałych…na pewno już bardzo na Ciebie czekali, skoro musiałaś się tak spieszyć…